Nasz udział w
afgańskiej wojnie z symbolicznego stanie się rzeczywisty. Polski
batalion zmechanizowany włączy się do wojny w lutym. Rozłoży się
obozem w bazie wojskowej w Bagramie pod Kabulem. Tam stacjonuje już
setka naszych żołnierzy, którzy prawie nie opuszczają bazy.
Polacy będą uczestniczyć w operacjach zbrojnych przeciwko talibom i
bojownikom al Kaidy we wschodnich prowincjach Afganistanu.
Jednocześnie zapewne ok. 100 żołnierzy zostanie rozmieszczonych na
spokojniejszej północy kraju w Mazar-i-Sharif.
Według min. Sikorskiego nasi żołnierze pojadą do Afganistanu tylko
na rok, a koszty wyprawy, 300 mln zł, pokryje Polska.
- Afganistan to kluczowa operacja NATO. Czujemy się
odpowiedzialni za jej sukces, bo braliśmy udział w decyzji o
wysłaniu wojsk Sojuszu do tego kraju - tłumaczył Sikorski, który
do Waszyngtonu przyleciał wraz z premierem Kaczyńskim. - W
polskim interesie leży, aby wszyscy potencjalni wrogowie Sojuszu
wiedzieli, że gdy NATO coś zaczyna, to doprowadza to do sukcesu.
"Polska okazała się największą nadzieją NATO" - napisał brytyjski
dziennik "Financial Times". Zdaniem gazety decyzja Warszawy może
uratować Sojusz przed kryzysem. Jeszcze przed jej ogłoszeniem,
odbyła się bowiem w Brukseli nieudana narada NATO, podczas której
żadne z państw członkowskich nie zgodziło się na wysłanie
dodatkowych żołnierzy.
Nowych sił żądał amerykański generał James Jones, dowódca ds.
operacyjnych Sojuszu. I chciał ich na południu Afganistanu, bo w
jego ocenie wojska NATO nie są wystarczająco liczne, by wygrać
toczącą się tam wojnę z talibami. Jej ciężar ponoszą Brytyjczycy,
Kanadyjczycy, Amerykanie i Holendrzy.
Po naradzie w Brukseli szefowa amerykańskiej dyplomacji Condoleezza
Rice groziła, że ogarnięty wojną Afganistan znów może być
zagrożeniem dla całego świata, tak jak pod koniec XX wieku, gdy stał
się kryjówką i bazą terrorystów.
Polska zgodziła się wysłać wojska, co może zachęcić inne kraje do
pójścia w jej ślady, ale nie na wojnę na południu, lecz na
spokojniejszy obecnie wschód kraju. Jednak z czasem i tam sytuacja
może się zaognić.
Afgański wschód, choć ostatnio nie toczą się tam walki tak zacięte
i krwawe jak w południowych prowincjach, to region uważany za bodaj
najważniejszy bastion talibów i al Kaidy. Górzyste i porośnięte
lasami prowincje Paktia, Chost, Nangarhar, Kunar czy Nuristan od lat
są doskonałymi kryjówkami dla partyzantów, banitów i przemytników.
W latach 80. to przede wszystkim stamtąd mudżahedini prowadzili
wojnę przeciwko okupującej Afganistan Armii Radzieckiej. Dziś
ukrywają się tam przywódcy al Kaidy z Ajmanem al Zawahirim i
najprawdopodobniej Osamą ben Ladenem na czele.
To także ostatni z regionów Afganistanu, gdzie NATO nie zmieniło
jeszcze Amerykanów. Ma to nastąpić na przełomie roku. Na południu
Afganistanu wojna się nasiliła, gdy w sierpniu NATO przejęło nad nim
kontrolę od wojsk USA.
Minister w Kancelarii Prezydenta Andrzej Krawczyk mówił , że polscy
żołnierze otrzymają "rozkazy do zadań pokojowych, stabilizacyjnych,
bardziej typu policyjnego". Jednak walka będzie zapewne nie do
uniknięcia. Brytyjczycy, Kanadyjczycy i Holendrzy także jechali na
południe Afganistanu z zadaniami stabilizacyjnymi, ale po atakach
talibów zaczęła się dla nich wojna.
|
[
SONDA ] [
powrót
] [
Co o tym sądzisz ? - FORUM ] |