|
 |
Okazuje się że polscy żołnierze w Afganistanie będą mogli
zostać przerzuceni ze spokojnego wschodu kraju na południe,
gdzie walki z talibami mają bardzo krwawy przebieg.
|
|
 |
|
- Warszawa zgodziła się, by polski batalion można było wykorzystywać
bez ograniczeń tam, gdzie będzie on potrzebny - oświadczył w dniu
26.09.06r., w Brukseli rzecznik NATO James Appathurai.
|
Zapytany, czy chodzi również o prowincje południowe, gdzie Amerykanie i
Kanadyjczycy prowadzą ciężkie boje z talibami, rzecznik potwierdził.
Sikorski mówił wcześniej, że większość z tysiąca polskich żołnierzy wyjedzie do
Afganistanu w lutym i będzie stacjonować w Bagramie pod Kabulem. Polacy mieli
uczestniczyć w operacjach na afgańskim wschodzie, nad którym NATO przejmie pod
kontrolę z rąk Amerykanów za kilka miesięcy.
Dowództwo NATO nie może się jednak doprosić u państw Sojuszu o dodatkowe 2-2,5
tys. żołnierzy, którzy potrzebni są od zaraz na południu kraju, które Sojusz
przejął od USA latem. Właśnie w południowych prowincjach Kandahar i Helmand
trwają zażarte walki z talibami i generałowie NATO twierdzą, że mają tam zbyt
mało żołnierzy.
Jak dotąd gotowość wysłania dodatkowych żołnierzy zgłosiła jedynie Polska. Nasz
przykład miał zachęcić innych, ale póki co w ślady Warszawy poszła jedynie
Rumunia, która zapowiedziała, że wyśle dodatkowych 200 żołnierzy.
Nie znajdując wsparcia w sojusznikach, dodatkowe wojska wyślą więc do
Afganistanu Kanada i Wlk. Brytania, których żołnierze już biją się z talibami na
afgańskim południu. Dodatkowych żołnierzy do Afganistanu wysyła też Australia,
która do spółki z Holendrami odpowiada za południową prowincję Uruzgan.
|
 |
|
Nie mogąc się
doprosić dodatkowych ludzi NATO przekonuje swych członków, by ci
żołnierze, którzy stacjonują w spokojnych regionach Afganistanu, mogli
być wykorzystywani w bojowych operacjach na południu kraju. Nie zgadzają
się na to ani Niemcy, odpowiadający za afgańską północ, ani Hiszpanie i
Włosi z zachodu kraju. Twierdzą, że ich wojska mogą uczestniczyć
wyłącznie w operacjach obronnych, ale nigdy ofensywnych. Rząd Turcji
otwarcie zapowiedział, że żaden turecki żołnierz nie będzie się bić w
Afganistanie. |
- Polski rząd zgodził się, by
jego żołnierze mogli być wykorzystywani w Afganistanie bez tego rodzaju
zastrzeżeń - powiedział 26.09.2006r. rzecznik NATO.
- Nie powiedzieliśmy niczego, czego nie wiedziałaby Warszawa - tłumaczy nam
urzędnik Kwatery Głównej Sojuszu w Brukseli. - Dowództwo oczekuje od sojuszników
elastyczności, a polski rząd ją zadeklarował - dodaje.
Co kryje się za terminem "elastyczność"? - Nie znaczy to, że tysiąc polskich
żołnierzy pojedzie za miesiąc czy dwa na południe kraju bić się z talibami -
tłumaczy nasz rozmówca - Chodzi po prostu o to, że gdyby oddziały innych
państw walczące na południu poprosiły o znaczące wsparcie Polaków stacjonujących
na wschodzie, to by je otrzymali.
|
 |
|
- To musi być jakieś przekłamanie -
dziwi się wypowiedzi rzecznika NATO wiceminister obrony Bogusław Winid,
zajmujący się w MON planowaniem afgańskiej operacji. - Nie ma żadnych
ustaleń co do zakresu działania polskich wojsk. Ministerstwo obrony nie
składało żadnych deklaracji w sprawie możliwości użycia tych sił w na
południu Afganistanu. Decyzje zapadną podczas narady ministrów obrony
NATO w Słowenii w najbliższy czwartek i piątek. |
Pewien oficer Sztabu Generalnego
tłumaczy nam, że walczyć na południu Polacy będą, ale tylko niektórzy. - Aż
jedną dziesiątą wysyłanego przez nas do Afganistanu kontyngentu stanowią
żołnierze sił specjalnych - mówi. - A ci nie jadą tam po to, by stać na
warcie. |
|
Wojciech Jagielski oraz Jacek Pawlicki i Paweł Wroński |
PAP |
2006-09-27 |
|