|
Po mszy
świętej ks. Jacek Błażkiewicz przypomniał wszystkim zebranym plan
imprez zaplanowanych praktycznie do samego
wieczora i życzył wszystkim wspaniałej zabawy. Imprezy
sportowe rozpoczął turniej piłki siatkowej. O 1530 do
turnieju przystąpiły dwie drużyny. Jedna reprezentowała tzw. Kęszycę
"górną" a druga "dolną".
 |
|
ks. Jacek Błażkiewicz
Proboszcz parafii w Kęszycy Leśnej
Pochodzi z Kożuchowa, ma 40 lat
święcenia
kapłańskie otrzymał w 1994 r. ostatnio był duszpasterzem w
Świebodzinie |
Podział był czysto symboliczny, po prostu w
jakiś sposób trzeba było wyłonić drużyny. Kto mecz oglądał z
pewnością nie ma czego żałować. Poziom był bardzo wysoki, a
zaangażowanie zawodników jeszcze większe. Co by tu nie mówić o
poziomie miejscowej drużyny świadczą zgromadzone puchary, zdobyte w
między sołeckich turniejach. Turniej w wygrała drużyna Kęszycy "górnej" 3:2. Być może podczas
kolejnego festynu będzie okazja żeby "dolna" Kęszyca ten wynik
zmieniła. Mecz sędziował Marek Judek.
Kolejna konkurencja, to przeciąganie liny. Konkurencja stara jak
świat, a nadal budzi wiele emocji. Tym razem na przeciwko siebie
stanęły dwa siedmioosobowe zespoły - juniorzy przeciwko seniorom.
Drużyny zmierzyły się dwa razy. Co tu dużo mówić tym razem
doświadczenie zwyciężyła młodość. Drużyna juniorów pokonała
seniorów.
Konkurencja tak się spodobała, że ją powtórzono. Tym razem za linę
chwyciły kobiety. Tu dopiero widać było emocje i poświęcenie. Nie
często można zobaczyć tak "zaciekle" walczące ze sobą Panie. Kto
widział zapewne zapamięta ten widok na całe życie.
W kategorii
kobiet zwyciężył zespół "XXL" Równolegle trwały rozgrywki
w tenisa stołowego. Chętni mogli sprawdzić celność w rzucaniu
strzałkami do celu. Dla najmłodszych przygotowano zawody rowerowe w
jeździe na czas.
|
Tym razem założenie
było takie, że wygrać mógł ten kto najwolniej pokona założoną trasę.
Nie jest to wcale takie proste jakby się zdawało. Konkursy dla
dzieci trwały praktycznie do samego wieczora. W trakcie festynu trwała loteria fantowa. Jej rozstrzygnięcie
nastąpiło późnym wieczorem.
Główne nagrody festynu to rower i żywy, ważący ok. 3 kg indyk. Tak
więc było o co walczyć.
Rzecz jasna nie samym sportem człowiek żyje. Pomyślano
również o cateringu. Była grochówka i kiełbaski prosto z
grilla. Można było też pojeść chleba ze smalcem. Największym powodzeniem
jednak cieszyły się wypieki miejscowych gospodyń.
Pomimo tego, że ciasta było dużo, amatorzy słodkości bez problemu
sobie z tym poradzili. Jako, że po jedzeniu chce się pić, pomyślano
w związku z tym o napojach. Była herbata i kawa, oraz napoje
produkowane z chmielu. W tym dniu praktycznie można było zrezygnować
z gotowania w domu obiadu i o to w całej tej cateringowej sprawie
chodziło.
Późnym wieczorem rozpoczęły się tańce. Imprezą taneczną pokierował
"DIŻEJ" kś. Jacek Błażkiewicz. W tej roli proboszcz równie
dobrze sobie radził jak posłudze duszpasterskiej.
Każdy utwór był
fachowo zapowiedziany, co potwierdza dużą muzyczną wiedzę proboszcza
Kęszycy Leśnej.
Jedni słuchali inni tańczyli. Każdy mógł mile
spędzić czas w tym dniu. Dla sołectwa taka impreza,
to nowe doświadczenie. Zapewne również wnioski zostały wyciągnięte.
Jedno jest pewne - festyn odniósł sukces. To swoista nagroda dla
organizatorów i wszystkich czynnie zaangażowanych osób, które
wspierały przygotowania do festynu. Okazuje się, że do
zorganizowania tego typu imprezy nie potrzeba wielkich pieniędzy.
Potencjał tkwi w ludziach. Festyn to nie tylko zabawa i zawody, to
wspaniała okazja do spotkań i integracji środowiska. Tak też było i
w tym przypadku. Śmiało można powiedzieć, że cel został osiągnięty.
|
 |
|
Indyk - nagroda główna festynu, jako jedyny zapewne nie był
zadowolony z imprezy. |
 |
|
|
| Pozostaje
tylko jedno pytanie - kiedy odbędzie się kolejny taki
festyn? |
Tekst:
Kazimierz Czułup |
|
FOTO-GALERIA |
do góry |
|
Foto: Kazimierz Czułup |
|