|
Arno Pommerenke
żołnierz Wehrmachtu tak wspomina pierwszy dzień inwazji na Polskę: „ W
1939 roku w czasie rosnącego napięcia między Polską a Niemcami, ktoś mi
podpowiedział, aby starać się o pełne obywatelstwo niemieckie. Urodziłem
się w Wolsztynie, który był częścią sporego terytorium granicznego, lecz
od czterech lat mieszkałem już w Niemczech.
W czerwcu 1939 roku,
po otrzymaniu obywatelstwa, wstąpiłem do wojska. Przydzielono mnie do 8
Pułku Piechoty w koszarach Hindenburga we Frankfurcie nad Odrą. Nie
zdawaliśmy sobie sprawy, że wojna jest tak blisko.
31 sierpnia wezwał
mnie dowódca pułku. Spytał czy znam dobrze język polski, a gdy
potwierdziłem powiedział: Dobrze będziesz tłumaczem przy dowództwie.
Moim przełożonym był
młody major, z którym zostałem przydzielony do 122 Pułku Piechoty w
Meseritz. Tego samego wieczoru znaleźliśmy się nieopodal polskiej
granicy w Wierzebaum (Wierzbno). W nocy 30 sierpnia 1939 roku, cała
niemiecka siła uderzenia zgromadziła się nad granicą, gotowa do ataku.

Noc była bardzo
zimna. O szarym świcie mogłem już rozróżnić biało-czerwony słup
graniczny i pusty budynek posterunku po drugiej stronie. O godzinie 4
rano dostaliśmy jedzenie i kawę. Otuleni w brezent czekaliśmy na rozwój
wypadków.
Moje rodzinne miasto
Wolsztyn było położone około 25 km od miejsca gdzie leżeliśmy w okopach.
Powiedziałem majorowi o moich najgorszych obawach: Około siedmiu moich
szkolnych kolegów walczy po naszej stronie, ale reszta mojej klasy
walczy w polskich mundurach. Mój starszy brat Kurt jest dowódcą w
polskim pułku. Mój własny brat!
Major potrząsną głową
i powiedział: Masz strasznego pecha, że pochodzisz z pogranicza. Po czym
dodał: Ta sprawa musi być wreszcie załatwiona.
Była godzina 5.30
rano. Polski samolot wojskowy przeleciał nad nami na wysokości stu
metrów. Odróżniliśmy biało-czerwone znaki, a nawet twarze dwóch pilotów.
Zdaliśmy sobie sprawę, że oto mijają ostatnie minuty pokoju.
Około godziny 5.45
młody porucznik przyniósł ze sztabu rozkaz ataku. O godzinie 6.00
przekroczyliśmy granicę. Wciąż nie było słychać żadnych strzałów.
Około 6.10
usłyszeliśmy pierwsze strzały. Szły z kierunku wiatraka. Major rozkazał
ostrzelać go pociskami zapalającymi. Płonął jak pochodnia. Tuż obok mnie
upadł kapral. Dostał kulą w głowę.
Ruszyliśmy na przód,
ale po chwili major i ja musieliśmy zawrócić. Wzięto pierwszych jeńców i
musieliśmy ich przesłuchać. Modliłem się aby wśród nich nie było nikogo
znajomego ...”

Franciszek Kaszkowiak z Międzychodu, w 1939
roku żołnierz Straży Granicznej:
„ 1 września 1939 roku o godzinie 3.00 w nocy rozpoczęła się wojna.
Wojska niemieckie przekroczyły granicę i otworzyły silny ogień z
karabinów ręcznych i maszynowych docierając do miejscowości Gorzycko
Stare – 1500 km od granicy. Wojska te zostały odparte przez ogień
karabinów ręcznych, maszynowych oraz granaty straży granicznej placówki
Gorzycko Stare, powiat Międzychód. Jaka formacja wojsk niemieckich
walczyła nie wiadomo z uwagi na silną mgłę, która była w tym dniu.
Również do walki w tym czasie nadleciał polski samolot, który na terenie
Gorzycka Starego ostrzelał wojska niemieckie chroniące się za stertami
zboża...

Niemcy stracili 2
zabitych i 4 rannych ... Do miejscowości przyjechała na rowerach
kompania Wojska Polskiego z Poznania i nawiązało walkę na drodze do
granicy koło miejscowości Sterki. W tej walce zginął oficer, a dwu
podoficerów niemieckich zostało rannych. Zdobyto jeden karabin
maszynowy, 1 motocykl z przyczepą i 3 pistolety maszynowe. W tych
walkach brałem czynny udział i byłem dowódcą danego odcinka.”
Relacje te są
rozbieżne w kwestii godziny rozpoczęcia wojny, lecz jest mało
prawdopodobny niemiecki atak o godzinie 3.00 w nocy, jak podaje to
Franciszek Kaszkowiak. Wyklucza to także późniejsze jego stwierdzenia o
mgle i złej widoczności, o godzinie 3.00 było jeszcze ciemno.
Walki w okolicy Sterki –
Gorzyń i w innych rejonach, potwierdzają także inne wspomnienia zebrane
przez autora. |