Czy to zdarzenie, to
przypadek. Z pewnością nie. Sygnałów dotyczących stanu drogi i
bezpieczeństwa ruchu na niej było już wiele. Zagrożenie znacznie wzrosło
od czasu uruchomienia zakładów produkujących wyroby bitumiczne w
Kęszycy Leśnej. To właśnie do tych zakładów zmierzają TIR-y i
ciągniki siodłowe z cysternami.
Kilka lat temu, kiedy podjęto tak niefortunną decyzję w sprawie budowy
zakładu nikt nie zastanawiał się nad takim drobiazgiem jak sposób
zaopatrywania fabryki i wywozu z niej wyrobów. Teraz wszyscy odczuwają
uciążliwość tego zakładu. Firma nie poczuwa się w obowiązku do
zorganizowania drogi zaopatrzenia do swojej fabryki i do dnia
dzisiejszego eksploatuje drogę, którą projektowano i budowano w czasach
historycznych. To, że współcześnie położony został dywanik asfaltowy
wcale nie oznacza, ze droga spełnia wymogi do obsługi ruchu tak dużych i
ciężkich pojazdów.

W rozmowach z kierowcami często się słyszy, że muszą uciekać przed TIR-em w przysłowiowe krzaki. Wydarzenie z 11 września nie jest
pierwszym tego typu wydarzeniem, tu często duże, przeładowane samochody
po prostu się nie mieszczą na tym trudnym odcinku drogi. Bardzo często
widać rozrytą skarpę kołami. Problem staje się jeszcze większy w okresie
zimowym kiedy droga jest śliska. Wtedy TIR-y nie mogąc podjechać pod
wniesienie blokują drogę.
Trzeba pamiętać, że tą drogą również uczęszczają piesi. Powszechnie
wiadomo, że
połączeń autobusowych do obu Kęszyc jest mało i mieszkańcy,
szczególnie
Kęszycy pieszo maszerują do swoich domów z Nietoperka.
- idąc z Nietoperka mijam kapliczkę stojącą u wlotu do wąwozu przed
Kęszycą tam się żegnam zawsze, bo nigdy nie mam pewności czy uda mi się
przejść ten wąwóz na drugą stronę i nie stracę życia - mówi
mieszkanka Kęszycy.
|